Fałszywy pocałunek - Mary E. Pearson (prapremiera)



Księżniczka Morrighan, zwana przez bliskich Lia, w dniu swojego ślubu ucieka prawie spod samego ołtarza. Dziewczyna chce żyć po swojemu i odnaleźć prawdziwą miłość, a nie w wieku piętnastu lat wyjść za mąż z obowiązku i to jeszcze za człowieka z wrogiego rodu, którego nigdy wcześniej nie widziała na oczy. Wraz ze swoją przyjaciółką Pauline udaje się do niewielkiego miasteczka, gdzie zostaje kelnerką i postanawia wieść normalne życie z dala od okrutnej rzeczywistości wyższych sfer. Dziewczyna musi pozostać w ukryciu, ponieważ prawdopodobnie szuka jej pół królestwa, poza tym swoją ucieczką złamała sojusz z Dalbreck. Wbrew pewnym niedogodnościom Lia bardzo polubiła swoje nowe życie, zwłaszcza gdy pojawiło się w nim dwóch tajemniczych młodzieńców, z których jeden natychmiast skradł jej serce. W tym świecie jednak nikt nie jest tym, kim się wydaje, ponieważ każdy z bohaterów posiada własne i do tego niemałe tajemnice. Czy w takiej sytuacji cokolwiek może się potoczyć po myśli któregokolwiek z nich? Los nie raz udowadnia, że potrafi być niesamowicie przewrotny...

Na początku zacznę od tego, że szczerze powiedziawszy spodziewałam się po tej książce czegoś trochę bardziej ambitnego. Po zapoznaniu się z nią nie mogę jednak narzekać, ponieważ powieść, mimo początkowo zawiedzionych oczekiwań, przypadła mi do gustu. „Fałszywy pocałunek” jest to romans YA rozgrywający się w świecie z pogranicza fantasy. Znaleźć można w nim znany już motyw trójkąta miłosnego, jednak mimo pewnego niedopracowania, o którym jeszcze wspomnę, wątek ten jest przedstawiony w bardzo oryginalny i interesujący sposób.

Księżniczka poznaje w tym samym czasie dwóch chłopców, jednak każdy z nich ukrywa się pod innym imieniem i profesją. Chociaż to Lia jest główną bohaterką i narratorką większej części powieści, to naprzemiennie pojawiają się w niej rozdziały ukazane z punktu widzenia całej trójki bohaterów. Dziewczyna nie ma pojęcia, kim tak naprawdę są jej nowi towarzysze, a jedyną przewagą czytelnika jest to, że zna prawdziwe tożsamości młodych mężczyzn. Jeden z nich to książę, przed ślubem z którym Lia uciekła, a drugi to jej potencjalny zabójca – jednak który jest który? Na poznanie odpowiedzi na to pytanie pozostaje poczekać czytelnikowi prawie do końca książki.

Zastanawiacie się, jak to możliwe, że nie wiadomo kto jest kim, skoro duża część rozdziałów widziana jest także oczami obu męskich bohaterów? Powiem Wam tylko, że autorka jest naprawdę sprytna i świetnie to rozegrała. Rozdziały zaczynają się nagłówkami „Kaden”, „Rafe”, „Książę” lub „Zabójca”. Widać, że obaj bohaterowie pałają uczuciem do księżniczki, lecz każdy z nich przeżywa rozterki, z których powodu musi przed nią ukrywać wiele rzeczy. Mary E. Pearson naprawdę udało się przedstawić to wszystko w taki sposób, aby nie można było mieć pewności co do ich prawdziwej tożsamości. Przez całą książkę można zgadywać i domyślać się kto jest kim, jednak autorka tak często wpuszcza czytelnika w przysłowiowe maliny, że do ostatecznego rozwiązania pod koniec powieści niczego nie może być pewnym.

Największym problemem wątku romantycznego jest to, że wszystko zaczyna się od miłości od pierwszego wejrzenia, która pojawia się właściwie znikąd i to między osobami, które wcale się nie znają. Oczywiście uczucie to od początku jest bardzo mocne, do mnie jednak nie przemówiły argumenty o tym, jaka ona jest piękna, a jej zachowanie tak różne od tego, jakiego spodziewali się po niej Kaden i Rafe. Szkoda, że autorka troszkę bardziej nie dopracowała początku tej znajomości, bo z pewnością uwiarygodniłoby to bohaterów i wzmocniło pozytywny odbiór całej książki przez czytelników.

Przyznaję, że nie polubiłam głównej bohaterki. Lia w moim odczuciu jest jak równia pochyła, która z jednej strony wykazuje się niesamowitą siłą i odwagą, a z drugiej nie wie, czego tak naprawdę chce. Do tego wbrew czyhającemu z każdej strony niebezpieczeństwu, bez żadnej refleksji rzuca się w romans z pierwszym lepszym przystojnym chłopakiem, na którego widok poczuła motyle w brzuchu. Zdecydowanie bardziej polubiłam jej momentami aż nazbyt naiwną, ale wierną i uroczą przyjaciółkę, czy nawet Kadena i Rafe’a, którzy też nie są pozbawieni wad czy chwilowego braku rozsądku, ale ukazana została złożoność ich sytuacji, przez co ich pobudki są lepiej uzasadnione.

”Fałszywy pocałunek” to nie tylko romans. Wokół trójki głównych bohaterów życie toczy się dalej swoim torem, a ich rzeczywistość przypomina znane nam średniowiecze. Spiski, walki pomiędzy królestwami, aranżowane małżeństwa, brutalna rzeczywistość wojowników i zabójców, wszelkiego rodzaju oszustwa, wszechobecna niesprawiedliwość, prawdziwa przyjaźń, skomplikowane relacje rodzinne – to część z wielu wątków pobocznych, które występują w powieści i zostały bardzo dobrze przedstawione. Szkoda, że nie zostały bardziej rozbudowane, jednak w dużym stopniu zostało to ograniczone przez główny wątek fabuły. Zważywszy na to, że już wiemy, kto jest księciem, a kto zabójcą, istnieje nadzieja, że w kolejnej części akcja zostanie rozbudowana.

Tak jak już wspomniałam, spodziewałam się czegoś innego, bardziej skomplikowanego i klimatycznego, osadzonego mocno w realiach fantasy. Chociaż akurat tego w „Fałszywym pocałunku” nie znalazłam, a powieści nie brakuje pewnych niedociągnięć i nie porusza nowego tematu, to pierwszy tom „Kronik Ocalałych” zdecydowanie jest warty uwagi, zwłaszcza ze względu na formę. Książka spodoba się wszystkim, którzy lubią romantyczne wątki rozgrywające się w wypełnionym elementami magii otoczeniu. Akcja może nie pędzi do przodu i przez większość czasu nie jest zbyt dynamiczna, a wątek tajemniczego daru księżniczki jest raczej drugoplanowy, jednak nie można powiedzieć, że w powieści brakuje emocji i wrażeń. Autorka zadbała, żeby nawet schematyczny wątek trójkąta miłosnego został ukazany w taki sposób, żeby intrygować. Zważywszy na końcówkę książki można spodziewać się, że w kolejnym tomie zmieni się środek ciężkości akcji, ponieważ główna zagadka tożsamości towarzyszy Lii została odkryta, więc teraz może skupić się na jej umiejętnościach i rozwoju akcji. Kiedy patrzy się na całość, nie mogło być inaczej - „Fałszywy pocałunek” kończy się zawieszeniem fabuły w kulminacyjnym momencie. Mimo że główny sekret został odkryty i nie wiadomo, jak to wpłynie na dalszy ciąg historii, to ja już czekam na drugi tom – po prostu chcę wiedzieć, w jakim kierunku pójdzie autorka, bo seria ma spory potencjał.

Cykl/Seria: Kroniki Ocalałych t. 1
Autor: Mary E. Pearson
Tytuł: Fałszywy pocałunek
Tytuł oryginału: The Kiss of Deception
Wydawnictwo: Initium
Liczba stron: 432

Za możliwość przeczytania książki "Fałszywy pocałunek" dziękuję AIM Media :)

Podziel się

Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz