Konkurs z 25 gramów szczęścia - WYNIKI



Mam dzisiaj ogromną przyjemność przedstawić Wam wyniki konkursu z „25 gramów szczęścia” :) Udało mi się (nie bez małych trudności i przygód ;)) wyłonić trzy zwyciężczynie i przy tym zupełnie różne historie: magiczną, zabawną i chwytającą za serce. Ponieważ autorki zgodziły się na publikację ich prac, serdecznie zapraszam Was do zapoznania się z nimi - zapewniam, że warto!

Nagrody powędrują do Pantery66, Książkowej Codzienności oraz Agaty i Wendy. Z laureatkami już skontaktowałam się już mailowo. Serdecznie gratuluję!

I - Pantera66

Mityczna Bastet

"Byłam małą dziewczynką, gdy mama opowiadała mi o tajemniczych postaciach sunących po ziemi, kiedy na niebie pojawia się okrągły księżyc. Słuchałam wtedy z otwartymi ustami historii o fantastycznych zwierzętach chodzących po tym samym chodniku, którym idę do przedszkola lub po drodze, która prowadzi do babci. Co wieczór prosiłam mamę o kolejną porcję opowieści wierząc, że te stworzenia są prawdziwe, a światło księżyca sprawia, że są niewidzialne. Jedną z opowieści, którą tworzyłyśmy wiele razy była ta o mitycznej kotce Bastet sprawującej władze nad wszystkimi stworzeniami wykreowanymi przez magię i wierzenia ludzi. A zaczynała się tak:

'Jeden, jedyny raz w roku księżyc jest w pełni. Psy wyją, ludzie nie mogą spać, a na ziemię wychodzą wszystkie magiczne stworzenia, o których czytamy w książkach i w których istnienie wątpimy. Niebieskie światło księżyca sprawia, że ukryte przez większość czasu stwory, wychodząc na powierzchnię stają się niewidzialne. I tak swoimi fioletowo-różowymi kopytami stukają jednorożce, a na pięknym, szkarłatnym niebie latają gryfy oraz smoki. Dookoła unosi się magiczny pyłek, który zamienia świat w krainę baśni. W morzu pływają syreny śpiewające o utraconej miłości, a na niebie pojawia się obraz żyjącego na ziemi stworzenia, które możemy spotkać na co dzień: czarnego kota. Jednak w przypadku tego świata nie jest to zwyczajny kot – to kotka o imieniu Bastet. Jest cała czarna, w uszach ma srebrne kolczyki, jej oczy są zielone, a swoim spojrzeniem potrafi poskromić najgroźniejszego smoka. Jedynie nieliczni mieli możliwość obcować w jej towarzystwie. Jej postać wzbudza trwogę wśród wszystkich legendarnych zwierząt, a jej sierść lśni jak krystaliczna woda. Nikt nie wie skąd się wzięła i dlaczego to akurat ona jest królową. Jednak wszyscy opowiadają, że jest sprawiedliwa, dostojna i zawsze wysłuchuje swoich podwładnych. Niektóre ze stworów nie chciały podporządkować się jej rządom i boją się wyjścia na ziemię. Trwożą się na samą myśl o gniewie niezwyciężonej Bastet. Bazując na opowieściach tych, którzy przeżyli gniew kotki, gdy ta wydaje wyrok niebo przecinają niebieskie błyskawice, na ziemi zapada całkowity zmrok, a siła grzmotów trzęsie całym światem…'.

Zawsze w tym momencie podnosiłam głowę i biegłam do okna mocno zaciskając piąstki z nadzieją, że zobaczę gwiazdy ułożone w kształt kota. Wracałam wtedy zasmucona do mamy i pytałam, kiedy będzie pełnia. Odliczałam każdy dzień do momentu aż księżyc z rogalika zamieni się w pączka. Jednak nic takiego nie następowało. Z całych sił pragnęłam dotknąć brokatowej sierści jednorożca oraz sprawdzić czy łuski smoka kłują. Za każdym razem, gdy wracałam pytałam się mamy czy to właśnie dzisiaj? Kiedy będę mogła w końcu wyjść i sprawdzić czy jednorożce naprawdę mają różowofioletowe kopyta? Skąd mogę być pewna, że Bastet istnieje skoro nigdy nie widziałam na niebie gwiazd ułożonych w kształt kota? W takich chwilach mama uśmiechała się do mnie, gładziła mnie po blond włosach i mówiła, że to tylko nasza fantazja. Jednorożce są tylko konikami z rogiem, a smoki to jaszczurki ze skrzydłami. Dni, miesiące mijały, a w mojej głowie ciągle kotłowało się mnóstwo myśli. Wspominałam te cudowne wieczory, kiedy to, co noc powstawała nowa historia. Każda z nich była inna, bo każdy wieczór różnił się od poprzedniego Jednego dnia świat zamieniał się w watę cukrową, a następnym razem była to groźna kraina, w której to trzeba było wykazać się odwagą, żeby poskromić smoki. Co noc przed pójściem spać wyglądałam gwiazd mając nadzieję, że tym razem ułożą się w kształt mitycznej kotki, która rządziła magicznymi stworzeniami.

Pewnego dnia opowiedziałam bratu, że marzę o zobaczeniu korelacji gwiazd w kształcie Bastet. Ten tylko prychnął stwierdzając, że to durne zabobony, które mama nakładła mi do głowy. Niebo było czarne, padał deszcz a ja byłam załamana, bo przestałam wierzyć, że moja droga kiedykolwiek przetnie się z wyjątkowym zwierzątkiem. Spojrzałam w lustro, ubrałam kurtkę i wyszłam na zacinający deszcz. Rozmyślając o tym, że życie jest tylko codziennym wstawaniem a jedyną magią, która może się zdarzyć jest sobota po piątku, szłam nie zwracając uwagi na to, co się wokół mnie dzieje. Nagle niebo przecięła błyskawica, zagrzmiało i zrobiło się cicho. Jak za dotknięciem magicznej różdżki przestało padać, a na samym środku drogi stał mały czarny kotek. Oniemiała tym widokiem, podeszłam cichutko na paluszkach i usiadłam obok. Był cały mokry, drżał a jego zielone oczy przypominały szmaragdy. W jego oczach zobaczyłam minotaury, bezkresne morze, wyspę z samych kwiatów oraz wszystkie fantastyczne stworzenia ze świata baśni i podań. I wtedy to zrozumiałam, że magiczna Bastet kryje się w każdym czarnym kotku i każdy z nich jest tajemniczy i wyjątkowy. I tak moja mała królowa magicznych stworzeń zamieszkała ze mną i przeżyłyśmy razem wiele lat. Obecnie moja ukochana, czarna kotka ma na imię Wednesday - jest ze mną od czterech lat i jest najlepszym przyjacielem na czterech łapkach, jakiego mogłabym sobie wymarzyć".

II - Książkowa Codzienność

"Przygoda ze mną i zwierzętami w roli głównej? Do głowy przychodzi mi tylko jedno - pająki! Jest to jedna długa (bo już prawie trzydziestoletnia!), niekończąca się opowieść o wzajemnej niechęci, agresji, nietolerancji i złośliwości. Ta złośliwość to raczej tylko ze strony pająków, bo przecież wiadomo kto tu na kogo czyha. Ja się tylko bronię. A że bronię się wszelkimi dostępnymi metodami (i narzędziami), to już inna bajka. No bo tak: schodzę do piwnicy - na schodach siedzi pająk. Otwieram szafkę pod zlewem - pająk, idę do garażu - pająk, przechodzę korytarzem - na ścianie pająk, wchodzę rano do biura - pająk na suficie. I ktoś pewnie wyobraża sobie teraz warunki, w jakich mieszkam, ale zapewniam, że jeśli chodzi o porządek i sprzątanie, nie mam sobie równych. Jeśli chodzi o przyciąganie najobrzydliwszych stworzeń na świecie jak widać też jestem mistrzem. Ciekawe (i przerażające) jest to, że pozostali domownicy patrzą już na mnie z politowaniem, twierdzą wręcz, że przesadzam. Bo na przykład mąż był w piwnicy chwilę przede mną i nic na schodach nie było. Mama zeszła do garażu, pająków nie było. Więc jak to działa ja się pytam?! Przyznaję, że mam na ten temat pewną teorię, ale nie wiem jaką diagnozę postawiono by mi po jej usłyszeniu. Bo że pająki myślą, planują, kombinują i są cwane to wiadomo. Nie wiem tylko, dlaczego akurat JA stałam się ich ofiarą...".

III - Agata i Wendy

Odkąd pamiętam marzyłam o psie. Jednak moim rodzicom niezbyt podobał się pomysł przygarnięcia czworonoga. Początkowo próbowali zasłonić się moją alergią, potem brakiem finansów na rasowego psa, z włosami zamiast sierści. Jednak nie ustępowałam i w końcu mi ulegli :)

Psa mam cudownego! Ja wybrałam sobie ją, a ona wybrała mnie. I to dosłownie! Gdy przyjechaliśmy po nią do hodowli, tylko ona się obudziła. Zostawiła swoje siostry i braci, z którymi leżała i przyszła do mnie, po czym położyła mi się na stopach.

Od lat mamy cudowną relację. Wspólne spacery, oglądanie filmów, nauka do egzaminów (to znaczy ja się uczyłam, a Wendy dzielnie dotrzymywała mi towarzystwa). Moja przyjaciółka ma już 17 lat! Wszystko szło świetnie, aż ostatnio... wyszła na dwór i się przewróciła... Natychmiast pojechaliśmy do weterynarza - diagnoza to był wyrok i cios. Niewydolność nerek - proszę cieszyć się z każdej chwili spędzonej z psem. Rokowania? Kilka dni - 3, w porywach do 7.

To był okropny czas. Zastanawialiśmy się czy mogliśmy zareagować wcześniej? Czy były jakieś objawy? Czy jeśli zauważylibyśmy wcześniej to pies by przeżył? Walczyliśmy o każdy dzień z Wendy, ale najsilniej walczyła sama Wendy. Mimo 5 (!) kroplowek dziennie, zastrzyków, tabletek, codziennych wizyt u weterynarza trzymała się dzielnie. Codziennie widzieliśmy postępy, które robi i badania to potwierdzały. Gdy pisze te słowa Wendy doszła do etapu, w którym czuje się świetnie, dostaje tylko jedna kroplowkę dziennie, a wszyscy domownicy spełniają jej zachcianki :) Pies, który miał się nadawać tylko do uspania żyje i ma się świetnie. Minął miesiąc od diagnozy, a wyniki są coraz lepsze. Wiemy, że będzie chora do końca życia i do końca życia czekają ją leki i kroplowka, ale chęć życia tego zwierzaka, jego wolą walki sprawia, że mamy nadzieję, że czeka nas z nią jeszcze kilka długich lat ;)".

Podziel się

Komentarze

2 komentarze: