Książka bez sensu - Alfie Deyes



Dzisiaj o trochę innej „książce”, czyli "Książce bez sensu", która jest kolejną z rodziny nazywanych przeze mnie kreatywnymi. To pierwsza tego typu publikacja, którą mam okazję wypróbować, więc od razu zaznaczam, że nie będę porównywać jej ze słynną już pozycją Zniszcz ten dziennik, ani żadną podobną.

Jeżeli ktoś jeszcze nie spotkał się z podobnym tworem, najprościej mówiąc, książka kreatywna to pozycja, która ma pobudzić naszą wyobraźnię, pozwolić ujść emocjom, przesunąć nasze granice i wiele więcej – dużo zależy od nas samych. Właściwie są to wydania do wszystkiego i… do niczego (i nie piszę tego w negatywnym sensie)! W publikacjach tych znajdują się rozmaite zadania, a w ich wykonaniu ogranicza nas tylko własna wyobraźnia. Bo czy wszystko musi być oczywiste i dosłowne? Pozycje te są idealne dla tych, którzy uwielbiają bazgrać po papierze, ale również dla tych, którzy w żadnej innej książce nie postawią nawet kropki ołówkiem. Jednak czy są dla wszystkich? Niekoniecznie, ale o tym za chwilę.

Czy taki twór można nadal nazywać książką? Raczej nie. Prawdopodobnie między innymi dlatego publikacja Alfiego nosi tytuł "Książka bez sensu". Ciężko takiemu wydaniu nadać nazwę, ponieważ jest to coś nowego i czego na rynku wcześniej nie było, więc została uproszczona.

"Książką bez sensu" zainteresowałam się od razu, kiedy o niej usłyszałam. Uwielbiam nowinki i sytuacje, kiedy mam okazję wypróbować coś innego, niż na co dzień jest oferowane. „Książka”, której mnożna zostać w jakimś stopniu współtwórcą? Słynny vloger autorem? Wykorzystanie nowoczesnych technologii?

Z drugiej strony podchodziłam do niej sceptycznie. Czy nie wyrosłam już z takich rzeczy (w końcu jestem kilka lat starsza od grupy docelowej)? Może nie mam wystarczających umiejętności artystycznych i okaże się, że brakuje mi wyobraźni, aby dobrze się bawić? To kolejny marketingowy chwyt, którego celem jest wyciągnięcie od ludzi pieniędzy? Cóż, właściwie w obecnych czasach prawie wszystko tak działa, czasami tylko w mniejszym lub większym stopniu zdajemy sobie z tego sprawę. Zresztą często ostatecznie nie wynika z tego nic złego, a może i wręcz przeciwnie. Pojawiało się w mojej głowie dużo za i przeciw, jednak postanowiłam spróbować i przekonać się, co z tego wyniknie.

Kiedy miałam już "Książkę bez sensu" w swoich rękach, postanowiłam ją najpierw przejrzeć. Pierwsze moje skojarzenie, to książeczki, którymi bawiłam się jako dziecko – takie pełne labiryntów, krzyżówek, kolorowanek i tym podobnych. Kiedy jednak zaczęłam się wczytywać, na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Polecenia w niej zawarte są bardzo różnorodne, część z nich jest naprawdę dziwna, a kilka… zupełnie bez sensu.

Jakie zadania można znaleźć w "Książce bez sensu"? Między innymi: spryskanie kartki ulubionym zapachem, wycięcie strony i złożenie z niej origami, sporządzenie listy marzeń, dorysowanie makijażu, znalezienie różnic, zaprojektowanie tatuażu, rozwiązanie wykreślanki, zapisanie swoich myśli, spisanie listy do niezałatwienia, zasuszenie kwiatów, napisanie wiersza, stworzenie kapsuły czasu, wykonanie kolażu, podejmowanie dziwnych wyborów, kilka gier typu „papier, kamień nożyce”, zakopanie jej na noc, kilka stron, z którymi można zrobić, co się chce i wiele innych, jeszcze bardziej absurdalnych! Podsumowując, jest to ponad 190 stron zabawy, przekraczającej w dużej mierze wszelkie schematy.

Nie jest to pozycja dla wszystkich, jednak podejrzewam, że mogłaby ostatecznie spodobać się większej liczbie osób, niż może się wydawać. Nie można jej po prostu traktować na poważnie i trzeba puścić wodze fantazji. Co do pewnych zadań, to sama nie mam zamiaru ich wykonywać, przynajmniej dosłownie – zwłaszcza tych dotyczących interakcji z obcymi ludźmi. No i cóż, nie da się ukryć, że wiele osób zrezygnuje ze względu na cenę, bo „po co wydawać tyle pieniędzy na coś takiego”. Niestety, jest w tym ziarnko prawdy.

"Książka bez sensu" jest skierowana raczej do młodych ludzi z dystansem do rzeczywistości, ale nie tylko im się spodoba. Ma pozwolić oderwać się od codzienności, czasami zmusić do przemyśleń, a jednocześnie sprawić, że „czytelnik” nie jest bierny – pozwoli wykorzystać dawno nieużywane umiejętności i poruszyć niećwiczone rejony mózgu.

Wraz z powyższym tekstem planowałam opublikować część uzupełnionych przeze mnie stron, jednak będzie musiało to poczekać. Wypełnienie "Książki bez sensu" zajmie mi o wiele więcej czasu, niż początkowo zakładałam, bo kiedy już zaczęłam to robić, to pomysły postanowiły same napływać mi do głowy, a często ich realizacja bywa czasochłonna. I chociaż, jak już wspomniałam powyżej, nie mam umiejętności plastycznych, to mam ochotę chociaż spróbować zrealizować swój zamysł. Czekam także na możliwość wykorzystania apki, która ma rozszerzyć możliwości "Książki bez sensu". Z czasem postaram się uzupełnić ten post. Na razie wracam uzupełniać dalej swój egzemplarz!

Autor: Alfie Deyes
Tytuł: Książka bez sensu
Tytuł oryginału: The Pointless Book
Wydawnictwo: Insignis
Liczba stron: 192

Za egzemplarz "Książki bez sensu" dziękuję AIM Media :)


Podziel się

Komentarze

4 komentarze:

  1. Zbytnio nie przepadam za tego typu książkami :/ Chyba się na nią nie skuszę.
    http://gabrysiekrecenzuje.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak wspomniałam wyżej - pozycja nie dla wszystkich ;) Zresztą nie istnieje książka, która się wszystkim podoba :)

      Usuń
  2. Moje zdanie już znasz ;) Mi starczyłby zwykły zeszyt do kreatywnej destrukcji ;)
    http://czytelnicze-turbulencje.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam i się z nim zgadzam :) Trzeba też jednak pamiętać, że niektórzy potrzebują czegoś, co wzbudzi ich kreatywność i wyobraźnię, a wtedy taka pozycja jest idealna ;)

      Usuń